
Biotechnologia na pierwszym stopniu uczy warsztatu. Drugi stopień jest o czymś innym: o tym, żeby ten warsztat użyć do konkretnego pytania — czy ten wariant genu odpowiada za chorobę, czy ta cząsteczka ma szansę zostać lekiem, czy ślad z miejsca zdarzenia pochodzi od tej osoby. Biotechnologia medyczna na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie prowadzi dokładnie w tę stronę.
Zakres jest wyraźnie medyczny i wyraźnie molekularny. Biologia molekularna, techniki analizy genów, proteomika, bioinformatyka — to trzon. Obok tego genetyka kliniczna i sądowa, mikrobiologia przemysłowa i środowiskowa oraz próby kliniczne w medycynie, czyli przedmiot o tym, jak w praktyce sprawdza się, czy nowa terapia działa i jest bezpieczna.
To zestaw, który łączy dwa światy zwykle rozdzielone: laboratorium badawcze i praktykę diagnostyczną. Absolwent ma rozumieć i eksperyment, i wynik, który trafia potem do lekarza.
Uczelnia podkreśla, że zajęcia prowadzone są na nowoczesnej bazie dydaktycznej i sprzęcie z zakresu genetyki i biologii molekularnej. W tej dziedzinie to nie jest detal: różnica między opowiadaniem o sekwencjonowaniu a samodzielnym przygotowaniem biblioteki do sekwencjonowania jest mniej więcej taka, jak między przeczytaniem przepisu a ugotowaniem obiadu.
Praktyki odbywają się w firmach sektora biotechnologicznego, a więc tam, gdzie te same techniki mają swój wymiar komercyjny i regulacyjny.
Studia drugiego stopnia są adresowane do absolwentów kilku ścieżek, nie tylko jednej:
Taka otwartość ma sens, bo biotechnologia medyczna jest z definicji dziedziną z pogranicza. Grupa, w której siedzą obok siebie chemik, biolog i absolwent analityki, uczy się także od siebie nawzajem.
Studia trwają dwa lata w trybie stacjonarnym i kończą się tytułem magistra biotechnologii. Najciekawsza jest jednak ścieżka, która za nimi stoi: absolwent może rozpocząć szkolenie specjalizacyjne z genetyki molekularnej w medycynie, a po zdaniu egzaminu państwowego uzyskać uprawnienia do samodzielnego prowadzenia diagnostyki materiału genetycznego człowieka.
To rzadka sytuacja — kierunek przyrodniczy, który prowadzi do regulowanych uprawnień w ochronie zdrowia.
Zestawienie genetyki klinicznej i sądowej w jednym przedmiocie dobrze pokazuje charakter tego kierunku. Technika jest ta sama — analiza materiału genetycznego — a pytanie zupełnie inne. Raz chodzi o to, czy pacjent ma predyspozycję do choroby, innym razem o to, do kogo należy ślad zabezpieczony na miejscu zdarzenia.
Stąd bierze się też rozpiętość miejsc pracy dla absolwentów tego kierunku. Ta sama osoba może trafić do laboratorium szpitalnego, do zespołu badawczego pracującego nad terapią albo do pracowni, w której wyniki trafiają potem do akt sprawy.
W jednostkach naukowo-badawczych, w przemyśle biotechnologicznym i farmaceutycznym, w laboratoriach naukowo-diagnostycznych oraz w firmach prowadzących badania kliniczne. Każde z tych miejsc znaczy inny rytm pracy: uczelnia to długie projekty i publikacje, firma badań klinicznych to procedury i terminy, laboratorium diagnostyczne to codzienny strumień próbek.
Dla osób, które lubią precyzję i potrafią powtarzać tę samą procedurę, aż wynik będzie powtarzalny. Przydaje się cierpliwość — eksperyment, który nie wyszedł, trzeba umieć zdiagnozować, a nie tylko powtórzyć. Przydaje się też gotowość do czytania po angielsku, bo w tej dziedzinie literatura starzeje się szybko i rzadko bywa tłumaczona.
Jeśli ktoś skończył licencjat z biologii albo chemii i czuje, że chce pracować bliżej medycyny, ale niekoniecznie przy pacjencie, to jest właśnie taki kierunek.
Biotechnologia medyczna II stopnia na PUM to dwa lata, program oparty na biologii molekularnej, genetyce klinicznej i sądowej, proteomice i bioinformatyce, praktyki w firmach branżowych i wyjście na szkolenie specjalizacyjne z genetyki molekularnej. Aktualne zasady kwalifikacji i opłaty warto sprawdzić w serwisie rekrutacyjnym uczelni, bo różnią się między naborami.
