
Kultura bakterii, która w laboratorium rośnie w kolbie wielkości dłoni, w zakładzie musi wypełnić zbiornik większy od pokoju – i wciąż zachowywać się tak samo. Jak to zrobić? Tym zajmuje się bioinżynier. Łączy wiedzę o żywych komórkach z inżynierią procesową: projektuje i nadzoruje procesy, w których drobnoustroje, enzymy czy hodowle komórek wytwarzają leki, enzymy do proszków, biopaliwa albo oczyszczają ścieki. To zawód dla kogoś, kto lubi biologię, ale chce, by z jego pracy powstawał konkretny produkt.

Insulina produkowana przez bakterie, szczepionka opracowana w rekordowo krótkim czasie, odmiana rośliny odporna na suszę, test, który z kropli krwi wykrywa wirusa – za każdym z tych osiągnięć stoją biotechnolodzy. Ich praca polega na wykorzystaniu żywych organizmów i ich składników – komórek, enzymów, DNA – do wytwarzania rzeczy, których potrzebują ludzie. Biotechnolog bywa badaczem przy stole laboratoryjnym, technologiem w zakładzie produkcyjnym albo specjalistą od jakości. Łączy go jedno: rozumie życie na poziomie cząsteczek i umie zaprząc je do pracy.

Chemik w laboratorium otrzymuje nowy związek w kolbie. Ale co dalej, gdy tego samego związku potrzeba dwadzieścia ton dziennie? Mieszanie w wielkim zbiorniku nie działa jak w kolbie, ciepło nie chce uciekać, a filtr zatyka się po godzinie. Tu zaczyna się praca inżyniera inżynierii chemicznej. Liczy przepływy ciepła i masy, dobiera aparaty — reaktory, kolumny destylacyjne, wymienniki, suszarki — i projektuje procesy tak, by działały w skali przemysłowej: wydajnie, bezpiecznie i z jak najmniejszą ilością odpadów.